Twardziele w mundurach na morderczej trasie

0
767

Podczas, gdy większość ludzi świętowała Majówkę, duet policjantów z naszego regionu szykował się do jednej z najtrudniejszych wypraw w swoim życiu. Łukasz Leśniak i Drogosz Andrzejewski wzięli udział w piątkowym Runmageddonie Ultra, a więc bardzo ekstremalnym biegu, na morderczym dystansie 44 kilometrów ze 150 przeszkodami!

Andrzejewski niestety przegrał walkę z kontuzją, której nabawił się podczas rywalizacji, ale Leśniak zdołał pokonać całą trasę z czasem 9 godzin i 44 minut. Warto odnotować, że obaj zgarnęli tytuły Weteranów Runmageddon 2018, za pokonanie w tym sezonie trzech dystansów narzuconych przez organizatorów.

Tytuł weterana przyznaje się biegaczom, którzy w jednym sezonie zaliczą formuły Rekrut (6 kilometrów i 30 przeszkód), Classic (12 kilometrów i 50 przeszkód) oraz Hardcore (21 kilometrów i 70 przeszkód). Policjanci podjęli rzucone pod ich nogi kłody, więc po biegu w Myślenicach mogą z dumą nosić tytuł Weterana Runmageddon 2018. Majówka w Beskidach miała dla nich 44 kilometry oraz ponad 150 przeszkód, bo właśnie takie wymagania stawia przed biegaczami formuła Ultra, będąca wisienką na torcie dla wszystkich kochających ekstremalne wyzwania.

Tytuły Weteranów nie są dla biegaczy żadną nowością, bo otrzymali je również przed rokiem, dodatkowo zgarniając wówczas Koronę Runmageddon, przyznawaną za pokonywanie tras w czterech stronach Polski. Andrzejewski i Leśniak biegali wówczas na północy, południu, wschodzie oraz zachodzie. Można właściwie powiedzieć, że startowali w całym kraju. Od Gdyni, przez Warszawę, Śląsk czy teraz w Beskidach.

Organizatorzy opisują najcięższą z przepraw biegiem dla ludzi nienormalnych i sportowych psychopatów. Runmageddon Ultra to dwie pętle formuły Hardcore, jednak by móc rozpocząć drugie okrążenie, pierwsze trzeba ukończyć w czasie nieprzekraczającym pięciu godzin. Limit na całą trasę to dwanaście godzin, a dodatkowo jeśli ktoś nie stawi się w poszczególnym punkcie kontrolnym o określonej porze, musi zakończyć bieg. Wymagania robią wrażenie.

Łukasz Leśniak całą trasę pokonał w 9h i 44 minuty, jednak musiał przebyć dystans nieco dłuższy od planowanego, ponieważ brak zaliczenia, którejś z przeszkód nagradzano rundą karną, więc ostatecznie jego licznik zatrzymał się na blisko 50 kilometrach. Drogosz Andrzejewski musiał zrezygnować po około 28 kilometrach, a więc już na drugiej pętli. Nie można jednak przejść obok heroicznej walki Andrzejewskiego, który na 23 kilometrze spadł z zawieszonej na wysokości około dwóch metrów drabiny prosto na wystający z ziemi kamień i na reszcie dystansu walczył nie tylko ze swoimi słabościami, ale również z kontuzją. Jak się później okazało, doznał pęknięcia żebra i sporych potłuczeń.

– Nie ma już nic ponad Runmageddonem Ultra. To takie pełne spełnienie dla ekstremalnych biegaczy. Dzisiaj dystans pokonał tylko Łukasz, ale już wiem, że w najbliższej edycji, która odbędzie się za rok zrobię kolejne podejście! – bez wahania zapowiada Andrzejewski.

Reprezentujący Komendę Powiatową Policji z Polkowic (i komisariat z Chocianowa) zawodnicy wspólnie biegają od 2016 roku i nie wygląda by mieli przestać.

Znamy się około trzy lata, a nasze wyprawy rozpoczął Bieg Szlakiem Wygasłych Wulkanów. To po nim Łukasz zdecydował, że zaczynamy biegać wspólnie i maszyna ruszyła. Przed dwoma laty w lipcu pokonaliśmy sześć kilometrów podczas wrocławskiego Runmageddonu i teraz kiedy tylko fundusze oraz czas pozwalają, startujemy w kolejnych biegach. W zabawę wkręciły się również nasze żony oraz dzieci, które nie tylko nam kibicują, ale i czynnie biorą udział w zawodach – dodaje.

O ile przygotowywanie się do klasycznego biegania czy nawet triathlonu nie stanowi większego problemu, to już w biegach ekstremalnych przeszkody pojawiają się przed startem. – Nie mamy za bardzo gdzie trenować pokonywania przeszkód, bo nie ma w okolicy przygotowanych do tego hal, a poza tym nie wiemy, co nas czeka na trasie. Po prostu biegamy, ja dodatkowo jeżdżę w maratonach górskich MTB z cyklu Bikemaraton, a pokonywanie przeszkód to z naszej strony czysta improwizacja – przybliża przygotowania do zawodów Drogosz Andrzejewski.

Na niespełna 45 kilometrowej trasie zawodników czekały spore „udogodnienia”. Startowali oni w zasłonie dymnej, gdzie widoczność ograniczała się właściwie do długości wyciągniętej ręki, a później było już tylko trudniej. Przeprawa linowa nad bagnem, pokonanie trasy usłanej oponami, wspinanie się po pionowych ścianach, przeskakiwanie przez ogień, przechodzenie po kilkucentymetrowej desce ponad zimną, przypominającą wodę breją, przeprawa przez kontener z lodem, czołganie się w błocie z przewieszonym nad głową drutem kolczastym, znane ze zmagań strong- manów spacery farmera, przerzucanie opony, a także okazja do wytężenia mózgu, czyli pytania z matematyki lub humanistyki, w których błędna odpowiedź skutkuje karną rundą. Organizatorzy zapewnili biegaczom ponad sto pięćdziesiąt podobnych atrakcji. Samo pokonanie dystansu w normalnych warunkach budzi ogromny podziw, ale jeśli dodamy do tego te wszystkie przeszkody, to faktycznie trzeba zastanowić się nad zdrowiem psychicznym uczestników.

– Bieg oceniam bardzo pozytywnie. Zarówno samą przeprawę jak i organizację, choć nie ukrywam, że spodziewaliśmy się większego wysiłku siłowego i technicznego, ale widocznie, nawet jako amatorzy, jesteśmy na tyle dobrze przygotowani być radę – podsumował Andrzejewski.

Chapeau bas Panowie! Z tego miejsca gratulujemy Wam podjęcia się tej morderczej rywalizacji, a Drogoszowi dodatkowo życzymy jak najszybszego powrotu do zdrowia i zdobycia króla Runmageddonów w przyszłym roku!